Czasami patrzymy na wielkie imperia modowe i myślimy: „To nie dla mnie, to inny świat”. Widzimy luksusowe butiki przy Rue Cambon w Paryżu, flakony kultowych perfum Chanel No. 5 i idealnie skrojone tweedowe żakiety. Ale za tym błyszczącym parawanem wielkich pieniędzy i prestiżu stoi historia kobiety, która zaczynała od absolutnego zera.
To opowieść o tym, jak Gabrielle „Coco” Chanel stała się wielka, rewolucjonizując nie tylko szafy, ale przede wszystkim – mentalność kobiet na całym świecie.
A było to tak. Historia Chanel to nie bajka o księżniczce. Gabrielle urodziła się w skrajnej biedzie, a po śmierci matki trafiła do surowego, przytłaczającego sierocińca w Aubazine prowadzonego przez zakonnice. To właśnie tam, pośród czerni i bieli habitów oraz surowej architektury, narodził się jej przyszły, minimalistyczny styl. Tam też nauczyła się szyć. Jako młoda dziewczyna próbowała swoich sil jako piosenkarka w kawiarniach (to stamtąd pochodzi jej przydomek „Coco”), ale jej prawdziwym przeznaczeniem była igła i nitka.
Dziś zapewne wiele dziewczynek uważa, że igła i nitka jest niepotrzebna i aż strach pomyśleć, czy myślą, że w przyszłości ubrania będą tylko klejone lub zgrzewane? Ale pomińmy dygresje współczesnych wymuskanych i delikatnych panienek, wróćmy do naszej bohaterki.
W 1910 roku, dzięki wsparciu finansowemu swoich partnerów (w tym miłości jej życia, Boya Capela), otworzyła swój pierwszy mały sklepik z kapeluszami przy Rue Cambon 21 w Paryżu. Były inne niż wszystkie – lekkie, proste, pozbawione ciężkich piór i owoców, które dotychczas więziły kobiece głowy. Francuzki oszalały na ich punkcie. Dlaczego? Bo były czymś prawdziwym.
Czy to ta rewolucja, która zdjęła gorsety?
Chanel nie budowała swojej marki na snobizmie. Budowała ją na potrzebie wolności. Spójrzmy na historię jej imperium w wielkim skrócie:
Akt1. Na początku XX wieku kobiety dusiły się w gorsetach. Coco uznała to za absurd. Zaczęła szyć ubrania z... dżerseju – taniej dzianiny używanej dotychczas wyłącznie do produkcji męskiej bielizny. Dała kobietom swobodę ruchu, kieszenie w sukienkach i wygodę. Tak , przede wszystkim luksus wygody, czyli tego czego potrzebują naprawdę kobiety.
Akt2. Mała Czarna (1926 r.) i nie mówimy tutaj o kawie, tylko małej czarnej wygodnej i seksownej. Przed Chanel czerń była zarezerwowana wyłącznie dla żałoby i służby. Coco uczyniła z niej synonim najwyższej elegancji. „Mała czarna” stała się demokratycznym mundurem nowoczesnej kobiety. To niczym "czarny łabędź" czasów mody, gdzie złamanie pewnych zasad, ale w sposób subtelny i z gustem daje przewagę.
Akt3. Chanel No. 5 (1921 r.), w sumie powinien być to akt pierwszy w chronologii czasowej, ale ta mała czarna była naprawdę rewolucją. Pierwsze perfumy, które nie pachniały po prostu pojedynczym kwiatem (różą czy jaśminem), ale były skomplikowaną, zmysłową kompozycją stworzoną przez Ernesta Beaux. Zamknięte w prostym, flakonie przypominającym męską karafkę.
Coco Chanel stała się wielka, ponieważ przestała pytać o pozwolenie. Tworzyła modę dla kobiet, które żyją, pracują, podróżują i chcą czuć się pewnie, a nie tylko ładnie wyglądać na salonach.
Historia Coco Chanel uczy nas czegoś znacznie ważniejszego niż to, jak dobrać torebkę do butów. Uczy nas, że luksus to przede wszystkim stan umysłu. Sama projektantka mawiała:
„Luksus nie jest przeciwieństwem ubóstwa, ale ordynarności”. „Niektórzy ludzie myślą, że luksus jest przeciwieństwem biedy. Tak nie jest. To przeciwieństwo wulgarności”.
Największym sukcesem Chanel nie było stworzenie drogich ubrań, ale sprawienie, by kobiety poczuły się wyjątkowo, niezależnie i z dumą nosiły swoją kobiecość. Dzisiaj, w świecie, który nieustannie narzuca nam nowe standardy, warto wrócić do korzeni tej filozofii. Każda z nas zasłużyła na swój własny luksus. I to, czym on dla Ciebie jest, pozostaje sprawą całkowicie drugorzędną.
Dla jednej z nas luksusem będzie ikoniczna, pikowana torebka Chanel 2.55. A dla innej – dwie godziny świętego spokoju w sobotni poranek z kubkiem dobrej kawy i książką. Dla jeszcze innej – luksusem będzie odważne powiedzenie „nie” w pracy i postawienie na własne marzenia, dokładnie tak, jak zrobiła to Gabrielle w 1910 roku.
Zatem nie musisz kupować drogich marek, by żyć luksusowo. Prawdziwym luksusem jest poczucie, że jesteś wyjątkowa dokładnie taka, jaka jesteś, i że masz prawo do decydowania o sobie. Bo największą sztuką, jaką wywalczyła dla nas Coco Chanel, jest wolność bycia sobą – we własnym stylu i na własnych warunkach.
redaktor: doktor Łucja (redakcja modnymagazyn.pl)
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu modnymagazyn.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz